No, kebab razowy to nie to samo, ale zawsze coś. Przynajmniej zdrowo.
(A prawda jest taka, że nie chciało mi się iść do sklepu, pęczak mi się skończył i musiałam szybko coś wymyślić z tego, co było w domu)
Placek.
jajo
mąka orkiszowa pełnoziarnista
trochę wody
curry w proszku
oregano
sól
ser starty żółty (a co! szaleństwo!)
olej/oliwa
Zmiksować, usmażyć naleśniki.
Sos jogo-majo-czocho jak sama nazwa wskazuje powstaje ze zmieszania jogurtu naturalnego, majonezu (a co, ma być kebabowo) i posiekanego/startego czosnku.
Jak da się znaleźć pesto z kanonicznych składników, to pesto też jak najbardziej. (Patrzeć na składy gotowych sosów!!! Dodają niewiarygodnie dziwne składniki, ostatnio widziałam pesto z ziemniakami(!) albo sos sojowy z pszenicy)
Miałam upieczony kawałek kurczaka z wczoraj. Podgrzałam, obrałam, pokroiłam.
No i oczywiście warzywa. Ja mialam pomidora i ogórki. I to oczywiście wersja studencka, a gdyby chciało się wychodzić na ten mróz i w smog, to chętnie widziałabym tam oliwki czarne, cebulkę, awokado (oooo, awokodo, tak) zamiast kurczaka.
W każdym razie rach-ciach wystarczy nałożyć 'coscesię' na jeden placek (z małej patelenki, to jak pół naleśnika z dużej 28-centymetrowej), przykryć drugim. I już.
Po godzinie, a w międzyczasie wyjściu na dwudziestominutowy spacerek, wynik z glukometru 97. Więc daje radę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz